Daj sobie wstawić niedźwiedzie zęby na Ukrainie
Napisałam to we Lwowie, sierpień 2012 r.
Najpierw trzeba podjąć decyzję o chęci zwiedzenia Lwowa. Lwów to fajne miasto, rzut beretem od granicy, całe mnóstwo zabytkowych kamienic z okresu zaboru austriackiego, tanie ukraińskie koniaki, mili ludzie znający polski, latem cieplutko, na miejskich ryneczkach można się tanio zaopatrzyć w ryby, sery, masło, chałwę, paprykę, pomidory, arbuzy itd., przy czym trzy ostatnie — polecam latem. Jak się wcześniej poszuka to i można wynająć tanią kwaterę po 50 hrywien za osobę.
Do Lwowa dostać się jest bardzo łatwo, najtaniej wychodzi jak dojedziesz do Przemyśla kolejami państwowymi a potem wsiądziesz do busa jadącego do pieszego przejścia granicznego za 2 zł. Pieszo przez przejście- A tam trzymając się lewej strony dojdziesz do małego dworca z tzw. marszrutkami. Z biletem kupionym za 23 hrywny u kierowcy po ok. 2 godzinach znajdziesz się we Lwowie.
Nie należy od razu wynajmować taniej kwatery, tylko wynająć pokój w hotelu w centrum. I tam właśnie najlepiej nawiązać rozmowę z recepcjonistką. I tak z głupia frant zapytać czy nie zna kogoś kto robi implanty. Jak natrafimy na tą właściwą recepcjonistkę, to odpowie, że nie wie ale że ma siostrzeńca dentystę.
Następnego dnia spotykamy się z siostrzeńcem. Trochę jesteśmy nieufni, bo powszechnie wiadomo, że to przecież Ukraińcy zabijali naszych no i bandy UPA zabiły Świerczewskiego.
Raz po wódce zdarzyło mi się, że taki jeden zapytał : to co — boicie się Polaczki? Ale zaraz dodał — mnie nie ma czego, zobaczcie, to moja legitymacja, patrz na zdjęcie, ja? podobny? Biorę do ręki legitymację, podobny! — kapitan milicji! — Ze mną jesteście bezpieczni!
Ale nie odbiegajmy od tematu. Dla pewności pytam koleżankę żony, zawodową aktorkę, która z racji zawodu zna się na ludziach. Według niej, siostrzeniec, z wyglądu to ciężko pracujący mężczyzna, bo jeszcze młody a już przygarbiony. Schludnie ubrany. Uśmiechając się tłumaczy skąd umie mówić po polsku. W dzieciństwie jeździł często do babci, która mieszkała przy granicy. Lubił tam jeździć i to wcale nie z powodu szczególnej miłości do babci ale z miłości do polskiej telewizji, którą telewizor babci odbierał doskonale. A tam polskie dobranocki i filmy dla dzieci, które różniły się kolorem i treścią od tego co proponowała rodzima kultura. Wpatrywał się po cztery godziny dziennie. O swoim koledze, którego poznajemy kilka dni później mówi: -Wania nie oglądał to i nie rozumie i nie mówi po polsku.
Okazuje się że trafiliśmy do właściwej osoby. Razem z owym Wanią, chirurgiem pracującym w klinice w Kijowie, tworzą zespół zajmujący się implantologią po godzinach pracy. Mają zaprzyjaźnionego dentystę, który się już dorobił i wynajmują od niego gabinet. Czasami jak trafi się taki klient jak ja, bezzębny, który swoje oryginalne zęby postradał chodząc do dentystów w Polsce, mogą trochę zarobić i zaoszczędzić na swój prywatny gabinet. Tak przynajmniej mówią.
Po uzgodnieniu szczegółów, jedziemy do prywatnej kliniki, gdzie takie same sztuczne zęby wstawiają trzy razy drożej. Nie czekamy i robią mi tomografię szczęk. Ci dwaj dają sobie teraz kilka dni czasu na konsultacje, czy w moim przypadku da się wstawić implanty i konkretnie gdzie. Oczywiście muszę przyjmować jakieś silne antybiotyki aby wykluczyć ewentualne zapalenia. Z antybiotykami akurat na Ukrainie nie ma problemu, bo w każdej aptece mozna je kupic bez recepty. Wystarczy podać nazwę.
Przez te kilka dni należy przenieść się do taniej kwatery i poobijać się po Lwowie albo jak robię to ja, pojechać poopalać się nad morze. A jak morze to najlepiej Krym, zachodnie wybrzeże. Noc i pół dnia jazdy i jesteś i możesz cały dzień siedzieć po dziurki w uszach w seledynowo — błękitno — niebieskiej cieplutkiej wodzie. Jak się trochę przypalisz na słońcu, wystarczy posmarować się czarnym błotkiem i następnego dnia masz piękną czarnomorską opaleniznę. Bosko!
Pamiętacie z dzieciństwa jak kupowaliście lody na plaży? Dokładnie takich samych osobników możecie spotkać na plaży na Krymie. Tyle że nie z lodami a z małymi krewetkami. Łapią je kilka metrów od brzegu, lecą gdzieś niedaleko, gotują i za chwilę są z powrotem z takimi torebkami jak u nas z frytkami.
Najgorsze, że właśnie zaprzyjaźniasz się z leżącymi obok jakimiś nieziemsko bogatymi Rosjaninami, oni to biorą i zachęcają żeby wziąć też. A ty - nigdy jeszcze nie kupowałeś świeżo złowionych krewetek. Nie, to nie problem ceny. Zresztą zapach słońca i wody jest tak zniewalający, że nie udajesz światowca i pytasz po prostu jak się to je, bo to takie małe i w pancerzykach.
W sytuacjach, gdzie leżysz na plaży a właściwie jesteś tu po to aby wstawić sobie nowe uzębienie, musisz mieć komórkę, która nie rozładuje się po dwóch dniach. A naokoło dzicz, do tych skałek co wdzięczą się do ciebie z wody kabla nie podłączysz. No i jak się dowiesz, że czas konsultacji wiedźminów zębowych minął i twoja szczęka nadaje się? Właściwie to nawet nie jest problem. Jak zapytasz tego obok, swoim krzywym rosyjskim, czy nie ma przypadkiem takiego samego modelu z ładowarką to i pożyczy swoją komórkę. Gdy zaproponujesz zapłatę, potraktuje to jako nietakt bo oznajmi ci, że jesteś dla nich miłym gościem.
Z powrotem we Lwowie. Z jeszcze nie do końca zmytym czarnomorskim błotem za uszami meldujesz się w gabinecie. I operacja się zaczyna! Nie jest to przyjemne, bo siedzisz z otwartymi ustami przez co najmniej trzy godziny. Czasami może wyjść coś takiego jak mi się zdarzyło. Już widziałem śmierć przed oczami, bo nagle chirurg zbladł i siostrzeniec też nie miał wyraźnej miny. Okazało się, że przy wierceniu otworu pod implant pojawiła się krew, której tam nie powinno być. Coś tam zaczęli ratować, jak dobrze zrozumiałem założyli jakąś membranę. Wania zadzwonił do swego profesora w Kijowie i po konsultacji telefonicznej ustalili, że trzeba mnie zabrać do Kijowa, zrobić jakieś badanie a wyniki pokazać profesorowi-
Wiecie że z Lwowa do Kijowa to 700 km. Ale mając w pamięci wyprawy naszych wojsk, szczególnie w pogoni za Azją Tuhajbejowiczem i w perespektywie swoją własną śmierć na bezdrożach Ukrainy, jedziemy, coż to znaczy te 700 kilometrów!
W międzyczasie wiedźminy zębowe podzwoniły po znajomych i wylądowaliśmy w mieszkaniu jakiejś ich koleżanki, nieobecnej właśnie. Wania -chirurg nie potrzebował noclegu, bo przecież jest z Kijowa, a my nocujemy rozkładając się gdzie kto tylko może. Nie musimy płacić za nocleg, chociaż to zwykłe mieszkanie z ciepłą wodą, kuchnią itp.
Nie muszę czekać do następnego dnia, choć okazuje się że to niedziela. Wiozą mnie już Wani własnym samochodem na badania. Ale na profesora musimy czekać do poniedziałku. Tu zaczynają puszczać mi nerwy. Na szczęście następnego dnia okazuje się, że profesor nie widzi żadnego zagrożenia i właściwie niepotrzebnie przyjeżdżaliśmy. Ale chirurg tłumaczy to tym, że jeśli powstają jakiekolwiek wątpliwości to on nigdy nie ryzykuje i zawsze konsultuje się z mądrzejszymi od siebie.
Następnego dnia mają już wynajęty gabinet i końaą całą operację. w trakcie występuje następna komplikacja. Jeden otwór w szczęce jest za słaby żeby wkręcić implanta. Wszczykują w to miejsce sztuczną kość, która jest podobno tak droga jak heroina i z włożeniem implanta w to miejsce muszę poczekać sześć miesięcy-
Wracamy do Lwowa, na ryneczku przy dworcu kolejowym kupujemy chałwę, koniak, suszone ryby. A przy okazji zakupów można zauważyc dwie zadziwjające rzeczy: Ukrainki są piękne i bardzo dobrze ubrane. Powiedzmy, że określę to słowem — gustownie.
Samochody, które tam się spotyka, są bardzo drogie i można natknąć się na nowiutkie modele, które w Warszawie nie są spotykane. Znajomy Ukrainiec żartuje, że jeszcze nie pora na te z odkrytym dachem. Na razie wszystkie z ciemnymi szybami. Właściciele podobno krępują się swego bogactwa nabytego przez ostatnie kilkanaście lat bo mógłby ktoś z przechodniów albo i od konkurencji nie wytrzymać i pokazać, że bogactwo może być śmiertelnie niebezpieczne. A na dodatek trzeba być niezłym kierowcą, żeby omijać niezliczone, nawet nie dziury w jezdniach ale wręcz leje.
I to już koniec opowieści bo
moje przyszłe zęby wciąż tkwią w niedźwiedziej paszczy. Muszę
przyjechać jeszcze dwa razy. Przypuszczam, że niedźwiedź nie
dożyje mojego drugiego przyjazdu obliczonego na za 9 miesięcy
Komentarze
Prześlij komentarz